O zebraniu dowiedziałyśmy się dzięki Kacprowi, który
przyszedł do naszego pokoju, żeby nas o tym powiadomić i się przedstawić.
Ogółem to dużo osób tuż przed tym zebraniem nam się przedstawiało, ale i tak
już nie pamiętam ich imion, to było za wiele jak na jeden dzień. Na zebraniu
pani powiedziała nam jakie panują zasady w internacie itd. Oczywiście nie sądzę,
żeby ktokolwiek stosował się do reguły, która mówi, że po godzinie 22:00 panuje
cisza nocna, nie wolno nikogo odwiedzać…Kolejnie poszliśmy na stołówkę, która bardzo mi się
spodobała. Większość rzeczy jest pomarańczowa, co prawda nie przepadam za tym
kolorem, ale wszystko naprawdę fajnie wyglądało. Wszyscy znaleźli jakieś miejsce,
ja usiadłam przy stole z Kornelią, Olą, Oliwią (dowiedziałam się o ich imionach
właśnie na stołówce) oraz jakąś grupką składającą się z dwóch dziewczyn i dwóch
chłopaków, których imion jeszcze nie znam, ale jedna z dziewczyn przez cały
czas przypominała mi Alison z PLL. Na obiad jedliśmy spaghetti z jakimś sosem z
mięsem, dostaliśmy też jakiegoś batonika, którego w sumie oddałam, bo nie
miałam na niego ochoty.Po obiedzie poszliśmy na chwilę do pokoi, żeby wziąć
potrzebne rzeczy i odbyło się jeszcze spotkanie organizacyjne z dwoma
nauczycielami. Wpisywaliśmy się wtedy do dwóch grup – angielskiej i teatralnej.
Jako że wszyscy chcieli być w grupie z językiem angielskim, nauczyciele sami
nas podzielili i stało się tak, że ja byłam w grupie z teatrem, a Kornelia z
angielskim, czyli nie znałam jeszcze kompletnie nikogo w mojej grupie. No
trudno, pomyślałam, że przynajmniej będę miała szansę, żeby kogoś poznać.
Kiedy byliśmy już podzieleni mogliśmy zacząć pierwsze
zajęcia. Niestety pierwsza lekcja nie była specjalnie interesująca, właściwie
to strasznie się nudziłam, prowadził ją facet od matmy i musieliśmy wycinać coś
z papieru, a później robiliśmy różne figury geometryczne. Powinnam tutaj
wspomnieć, że nienawidzę wycinania, a geometria to według mnie najgorszy dział
matematyki. Później poszliśmy na zajęcia redaktorskie, które były zdecydowanie
lepsze, robiliśmy różne zadania w parach i grupach, przez co mogłam poznać
kilka osób. Na początku mieliśmy określony czas i mieliśmy zadawać sobie w
parach pytania, aby później móc jak najwięcej powiedzieć o tej osobie,
siedziałam wtedy z Karoliną, która była bardzo sympatyczna. Później
projektowaliśmy plakat o zbiórce rzeczy dla dzieci w Afryce, robiliśmy to w
grupach, niestety moja grupa nie była zbytnio uzdolniona artystycznie, ale
poszło nam nieźle. Na końcu dostaliśmy kartki z zadaniami do pewnego tekstu,
ale w sumie to większość odpowiedzi spisałam od innych osób.Po trzech godzinach zajęć (każda lekcja trwa półtorej
godziny) wreszcie poszliśmy z powrotem na stołówkę. Całe szczęście komponowanie
naszych posiłków wyglądało podobnie do lunchów w amerykańskich szkołach –
bierzemy tacę, talerz, część jedzenia jest ustawiona na okrągłym blacie (?), a
część jest za taką jakby szybą, stoi tam kucharka i mówisz jej co chcesz. Opisałam
to najlepiej jak potrafiłam, chodź nie było to proste. Ja wzięłam sobie bułkę,
kostkę masła, liść sałaty i pomidora, bo tylko to nadawało się według mnie do
zjedzenia (niestety jestem dość wybredną osobą).O 19:00 zaczynały się gry integracyjne, więc starałyśmy się
z Kornelią zjeść kolację jak najszybciej, żeby mieć trochę czasu w pokoju na
odpoczynek. W pokoju spędziłyśmy pół godziny leżąc na naszych łóżkach, nic nawet
nie mówiąc. Gry integracyjne były najlepszą rzeczą jaką dziś robiliśmy, było to
zorganizowane głównie po to, żebyśmy się lepiej poznali i faktycznie tak się
stało. Na początku staliśmy w kole i mówiliśmy trochę o sobie, mieliśmy
zapamiętywać nasze imiona i hobby. Potem zostaliśmy podzieleni na grupy
trzyosobowe, dostaliśmy flamastry, kartki A3. Naszym zadaniem było znalezienie
jak najwięcej podobieństw między sobą i narysować je. Byłam w grupie z Karoliną
i Olą, fajnie nam się pracowało, miałyśmy dużo śmiechu, szczególnie Ola mogąc
się popisać swoimi zdolnościami plastycznymi :D
Później było jeszcze trochę aktorstwa. Miejsce między dwoma
rzędami krzeseł było naszym ,,wybiegiem”. Jedni mieli przejść się po ,,wybiegu”
udając modelki/modeli, inni dresiarzy, a ja z kilkoma innymi osobami byłam
nauczycielką. Pani prowadzącej zajęcia teatralne na tyle spodobała się moja
gra, że kazała mi przechadzać się wybiegiem kilka razy oraz dała kilka cennych
rad. To był moment kiedy znowu podzieliliśmy się na grupy, ale znowu zadano nam
pytanie, w której grupie chcemy być i skład obu grup trochę się zmienił. Ja
postanowiłam zostać w grupie teatralnej, bo zajęcia bardzo mi się podobały i
chciałam zobaczyć jak mi tam będzie, bez nikogo znajomego, chyba jeszcze nigdy
się w takiej sytuacji nie znalazłam. Nowy skład podobał mi się z tego względu,
ze było u nas teraz więcej chłopaków, przez co na pewno będzie śmieszniej na lekcjach.
W nowej grupie zdążyliśmy już zagrać małe scenki, graliśmy np.
ludzi czekających na autobus na przystanku autobusowym, było bardzo fajnie, ale
jednak po całym dniu, byłam już trochę zmęczona i byłam przeszczęśliwa, kiedy w
końcu poszliśmy do swoich pokoi. Była godzina 22:00 – cisza nocna. Tak naprawdę,
to wtedy dopiero wszyscy szli się myć, więc nie było tak do końca cicho na
korytarzu i w łazience. I tak musiałyśmy czekać jeszcze przez godzinę na
dostanie się do łazienki, ale Kornelia wyciągnęła jakieś orzeszki, więc
zajęłyśmy się jedzeniem nich i rozmową (tak, wiem, bardzo zdrowo jest objadać
się tak na noc). Myłyśmy się ostatnie, mi to w sumie pasowało. Nie było tam
zbyt wygodnie, ciężko było sięgnąć po ręcznik tak, żeby nie odsłonić zbyt wiele
innym osobom znajdującym się w łazience, ale nie mam zamiaru narzekać na takie
rzeczy.
Położyłyśmy się spać dopiero po 1:00, bo miałyśmy tyle
tematów do rozmowy, co jeszcze nigdy. Cieszę się jednak, że jestem tu z kimś z
mojej szkoły, jeszcze lepiej, z mojej klasy, a właściwie to kimś, kogo znam od
pierwszej klasy podstawówki.





